poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 11

/Lena/

Do egzaminów zostało jeszcze tylko 19 godzin. Trochę się denerwowałam. Od czasu kłótni z Lowiem jestem w ponurym nastroju. Dlaczego Matthijs nie powiedział mi wcześniej ? Od dwóch dni praktycznie nie wychodziłam z domu, odcięłam się od świata. Wyłączyłam telefon, chciałam mieć święty spokój. Zegar wybił 15, wytrącając mnie z rozmyślań. Zjadłam jogurt brzoskwiniowy i poszłam spać.
Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła i głuche dudnienie z mieszkania wyżej. Zerwałam się z łóżka i poszłam do kuchni. Pozbierałam szczątki szklanki i spojrzałam na zegar. Zaspałam ! Szybko ubrałam się, uczesałam i popędziłam na autobus. Wysiadłam przed doskonale znaną mi uczelnią. O dziwo nie byłam zdenerwowana. Spokojnym krokiem weszłam do gabinetu egzaminatorów...
Po trzech godzinach byłam świeżo upieczoną panią weterynarz. Ulżyło mi, cały stres związany ze studiami miałam za sobą. Byłam po prostu szczęśliwa. Pierwszy raz od trzech dni włączyłam telefon. 20 nieodebranych połączeń, które od razu usunęłam. Wróciłam do mieszkania, włączyłam muzykę i świętowałam swój sukces. Pierwszy raz od wielu dni nie martwiłam się niczym. Czułam się wspaniale. Około 16 zadzwonił Hendrik. Odebrałam i obiecałam, że przyjdę. O 16:30 byłam w mieszkaniu Tuerlinckxsów. Helen za miesiąc miała rodzić. Atakujący był w związku z tym trochę zestresowany, ale szczęśliwy. Ogólnie atmosfera tego mieszkania nie pozostawiała nic do życzenia.
- A jak twoje studia Lena ? Dajesz radę ?
- Od dziś możesz do mnie pani weterynarz. - Uśmiechnęłam się. - Rano zdałam egzaminy.
- Co dalej ? Masz jakieś plany ?
- Jeszcze nie. - Zamyśliłam się. - Na pewno polecę do Polski trochę odpocząć. A tak w ogóle to co się dzieje w klubie ?
- Za tydzień wyjeżdżamy na Antwerpi na finały. Mam nadzieję, że będziesz nam kibicować.
- Wątpisz ? - Uniosłam lekko brwi.
- Niee, upewniam się tylko. Wiesz, że Lowie na wczorajszym treningu zwichnął kostkę ?
- Dobrze mu tak... To znaczy nie ! Stop, wróć! Chodziło mi o to, że dobrze, że Stijnowi nic nie jest.
Kiedy to usłyszałam, poczułam cichy głosik mściwej satysfakcji...ale też jakby... zmartwienie ? O 19 wróciłam do mieszkania. Wykąpałam się i ciągle w świetnym nastroju obejrzałam "Goście, goście". Dawno nie śmiałam się tyle razy w tak krótkim czasie. Po seansie poszłam spać.
Kilka następnych dni spędziłam na gruntownym sprzątaniu każdego zakamarka mojego mieszkania. Świetny humor zaczynał mnie jednak opuszczać - znowu miałam dziwne sny, w dodatku odnalazłam rzeczy przypominające mi o przeszłości. W akcie desperacji wszystkie te przedmioty spłonęły nad "moim" jeziorkiem. Posiedziałam tam wpatrując się w nieruchomą taflę wody. Wszystkie szczęśliwe chwile migały mi przed oczami. Poczułam straszną pustkę... Brakowało mi Rubena, Matthijsa, naszych wygłupów i różnych przypałów. Postanowiłam, że po ich powrocie z Antwerpii porozmawiam z nimi.
Wróciłam do domu ze spokojem wewnętrznym, pogodzona z losem. Przeglądnęłam facebooka, wzięłam długą kąpiel i o 23 poszłam spać.
Następnego dnia Knack wyjeżdżał do Antwerpii. O 12 na rynku było oficjalne pożegnanie siatkarzy. Nie chciałam brać udziału w tej szopce, nie miałam na to nastroju. No i nie chciałam widzieć niektórych osób... Ostatnia noc była straszna - miałam kolejny dziwny sen. Coś o kłótni, wypadku... To było okropne. Otrząsając się z nocnych strachów wstałam i zjadłam szybkie śniadanie. O 11 wyszłam z mieszkania. Postanowiłam pożegnać się nieoficjalnie z Hendrikiem. Kiedy weszłam, przypomniały mi się wcześniejsze lata - za każdym razem wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Od rana atakujący biegał z różnymi częściami swojej garderoby po całym mieszkaniu. Atmosfera wyjazdu była wyczuwalna na każdym kroku. Jednak w tym chaosie Hendrik pamiętał o mnie i o Helen.
-  Helen, no leż...Nie dyskutuj, przecież nie wolno ci się przemęczać! Czekaj, nie ruszaj się, idę otworzyć. O, cześć Lenka, co tam u Ciebie ?
- Wszystko dobrze. - Minus jeden do uczciwości. - Denerwujesz się ?
- Nawet nie, pierwszy sezon był zdecydowanie gorszy niż ten. Myślałem, że przyjdziesz na oficjalne pożegnanie. Czy jest coś o czym nie wiem ?
- (Tak, aż za dużo.) Nie, wszystko w porządku. Przecież doskonale wiesz, że nie lubię tłumów. I właśnie dlatego przyszłam się pożegnać teraz. Nie cieszysz się ?
- Chodź tu głuptasie i nie opowiadaj niemądrych rzeczy. - Zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Czułam się jak mała dziewczynka... Pierwszy raz od kilku dni.- Oczywiście, że się cieszę. Kibicuj nam z całych sił. Z twoim dopingiem na pewno wygramy, ba! Musimy wygrać!
- Dobra, dobra, już mi nie słódź. Pomóc ci w czymś ? Zresztą - po co pytam, jak co roku jesteś nieogarnięty i nie ma ci kto pomóc. Czego jeszcze nie spakowałeś ?
- Na piętrze mam koszulę z kołnierzykiem, koszulki do chodzenia i parę innych rzeczy. Za chwilkę ci je przyniosę, bo mi jakoś nie chcą się zmieścić do walizki.
Kiedy atakujący znosił ubrania, zerknęłam do ich wspólnej sypialni. Obok łóżka stało małe, białe łóżeczko dla dziecka. Nie wiedziałam dlaczego, ale rozczulił mnie ten widok. Będą dobrymi rodzicami.
Uporałam się ze stertą ubrań siatkarza, przekazałam życzenia szczęścia całej drużynie i wyszłam. Spacerowałam po okolicy do późnego popołudnia, nie myśląc o niczym. Z transu wyrwał mnie burczący brzuch - od śniadania praktycznie nic nie jadłam. Szybko dotarłam do domu, zjadłam ryż z jogurtem brzoskwiniowym i wykąpałam się. Postanowiłam napisać do Maćka, dawno nie rozmawialiśmy. Popisaliśmy trochę, opowiedziałam mu co się u mnie ostatnio działo i zapewniłam, że niedługo przyjadę.
Następnego dnia głównie kręciłam się bez celu po domu. O 18 zaczynał się finał. Czekałam z niecierpliwością na pierwszy gwizdek. Trochę denerwowałam przed meczem - bałam się, że któryś z moich przyjaciół będzie kontuzjowany. Jednak żadne czarne scenariusze nie sprawdziły się. Drużyna z Roeselare wygrała w trzech setach, w każdym Antwerpia nie przekroczyła granicy 20 punktów. Cieszyłam się do telewizora jak głupia, skakałam, tańczyłam. Obejrzałam ceremonię dekoracji i zmęczona padłam na łóżko, od razu zasypiając. Tej nocy miałam kolejny sen. Zapamiętałam szpital, jakieś urządzenia medyczne i siedzącego chłopaka. Miał twarz ukrytą w dłoniach, przez palce ciekły mu łzy. Wyglądał na ogólnie załamanego. Nagle obraz zamazał się i z masy kolorów zaczął odsłaniać się kolejny. Ten sam chłopak z jakąś dziewczyną siedział na huśtawce w pięknym ogrodzie. Był jednak trochę starszy. Nie pamiętam dalszej części, znów obraz się zamazał.
Rano obudziłam się dość wcześnie. Byłam rozkojarzona, średnio kontaktowałam. Przejrzałam ubrania i doszłam do wniosku, że nie mam się w co ubrać. Postanowiłam iść na zakupy. Było na tyle wcześnie, że zdążyłam się spokojnie ogarnąć. Chciałam iść do galerii handlowej w sąsiednim mieście. Wsiadłam do autobusu i po pół godzinie byłam na miejscu. Chodziłam od sklepu do sklepu, przeglądałam całe sterty ubrań, lecz nic nie znalazłam. Zrezygnowana wróciłam do Roeselare. Spokojnym krokiem szłam od dworca do mieszkania.
To, co zobaczyłam, wprawiło mnie w stan głębokiej rozpaczy. Drzwi od mieszkania były wyważone do wewnątrz. Na podłodze walały się moje ubrania, pamiątki. Notatki ze studiów były porozrywane. Jednak najbardziej dobiły mnie szczątki mojego pamiętnika. Z oczu zaczęły płynąć łzy. Weszłam do sypialni. Wszystko było z okropnym stanie. Zauważyłam również brak laptopa. Przeszłam do kuchni. Na płytkach leżały rozbite naczynia, porozrzucane sztućce. Zniknął mój ulubiony kubek, najważniejsza rzecz od Hendrika. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Nagle na ścianie zauważyłam napis wymalowany czerwonym sprayem. "Ty będziesz następna, suko." Sparaliżowana strachem, usiadłam na podłodze i zadzwoniłam do atakującego. Łamiącym się głosem zaczęłam mówić:
- Heendrik, przyjedź, prooszę... Ktoś włamał się do mojego mieszkania...Ja...Jestem przerażona.
- Zaraz kogoś wyślę. Nie ruszaj się z stamtąd.

/Lowie/

Dzisiaj zdjęli mi gips. Pech chciał, że akurat przed finałem skręciłem kostkę. Na szczęście to nic poważnego. Wczoraj kibicowałem chłopakom przed telewizorem. Widząc ich radość z medalu i mnie poprawił się humor. W końcu byliśmy drużyną.
Moją popołudniową drzemkę brutalnie przerwał dzwoniący telefon. Spojrzałem na komórkę i zmarszczyłem brwi. Wysłuchałem Hendrika i zamarłem w pół kroku. Co takiego ?! Zerwałem się z kanapy kończąc rozmowę, narzuciłem bluzę i jak najszybszym krokiem pognałem do Leny.

/Lena/
Siedziałam na podłodze nie wiedząc co robić. Byłam w totalnej rozsypce. Cisza panująca w mieszkaniu doprowadzała mnie do paniki. Przerwał ją czyjś donośny głos.
- Lena, jesteś tu ? Lena !
- Czego chcesz ? - Spojrzałam na libero ze świeżymi łzami w oczach.
- Wszystko w porządku ? Nic ci ni...
- Nie! Nic nie jest w porządku! Odczep się wreszcie ode mnie! - Wrzeszczałam nerwowo wstając. - Co ja ci zrobiłam ? Nie wiesz jak to jest ! Nigdy tego nie zrozumiesz! Nigdy nic podobnego cię nie spotka!
Wybiegłam z mieszkania. W oddali było słychać czyjś krzyk.
- Lena uważaj!
Ostatnie, co pamiętam to oślepiający błysk światła i ogromna fala bólu....


_________________________________
Kolejny rozdział za mną. Myślę, że następny będzie tym ostatnim. Wszystkie tajemnice zostaną ujawnione, zagadki rozwikłane. Przepraszam za długie oczekiwanie. Komentarze mile widziane.
Do następnego.